Medytacja dla rodziców – czy to w ogóle możliwe z małym dzieckiem? Poznaj 5 sprawdzonych strategadii, które pomogły mi utrzymać praktykę nawet podczas kolki niemowlaka.
Pamiętam sytuację, gdy Leoś bardzo płakał z powodu kolki i byłam tak zmęczona, że podniosłam na niego głos. Oczywiście to jeszcze bardziej pogorszyło sprawę i miałam duże poczucie winy z tego powodu. To wtedy zrozumiałam, że medytacja dla rodziców to nie luksus. To ratunek. Bo każda sesja, nawet kilkuminutowa, dawała mi odrobinę więcej spokoju i akceptacji.
Przez ostatnie 12 miesięcy z Leosiem przeszliśmy przez wiele – od błogich pierwszych dwóch tygodni, przez ciężki czas kolki, po obecną rutynę ze żłobkiem. I wiesz co? Medytacja dla rodziców nie tylko jest możliwa – jest wręcz niezbędna. Ale wymaga zupełnie innego podejścia niż przed dzieckiem.
W tym wpisie podzielę się 5 konkretnymi strategiami, które pozwoliły nam z Sylwkiem utrzymać praktykę medytacji mimo małego dziecka. To nie teoria – to strategie przetestowane w ogniu rodzicielskiego chaosu.
Dlaczego akurat medytacja dla rodziców jest tak ważna?
Mogłabym po prostu iść wcześniej spać, prawda? Albo poćwiczyć, zjeść coś zdrowego, posłuchać muzyki… Wszystko to jest ważne, ale tylko medytacja daje mi coś, czego tak bardzo potrzebuje jako mama – wewnętrzny spokój i cierpliwość.
Sen Ci pomoże być mniej zmęczonym. Ćwiczenia dadzą Ci energię. Ale dziecko potrzebuje spokojnego, cierpliwego, obecnego rodzica. I to jest właśnie to, czego uczy medytacja. Medytacja zmienia sposób, w jaki reagujemy na trudne sytuacje. Zamiast automatycznie się denerwować czy frustrować, mamy tę małą przestrzeń – chwilę, żeby zauważyć co się dzieje i świadomie wybrać odpowiedź.
To jest dar dla Twojego dziecka. Dziecko odczuwa Twój stan. Gdy Ty jesteś spokojny – ono jest spokojniejsze. Gdy Ty jesteś obecny – ono czuje się bezpieczne. To nie znaczy, że musisz być idealny. To znaczy, że starasz się być świadomy. I to robi ogromną różnicę.
Medytacja dla rodziców – 5 praktycznych strategii
1. Zapomnij o godzinnych sesjach – szukaj mikromomentów
Przed Leosiem medytowałam 40-50 minut dziennie. Teraz? Czasem to tylko 5 minut.
Kluczowe pytanie nie brzmi „czy mam godzinę?”, ale „gdzie są moje 2-5 minut?”. Te mikromomenty są wszędzie:
- 3 uważne oddechy podczas zmiany pieluszki
- 5 minut podczas drzemki dziecka
- 2 minuty, gdy dziecko śpi na mnie
2. Wykorzystaj czynności, które i tak wykonujesz
To genialne w swojej prostocie – nie musisz szukać dodatkowego czasu, tylko wykorzystać ten, który już masz:
Karmienie = praktyka koherencji serca – Gdy Leoś pije mleko, ja oddycham rytmicznie (5 sekund wdech, 5 sekund wydech) i skupiam uwagę na obszarze serca. To często były moje jedyne 10 minut „dla siebie” w ciągu dnia.
Bujanie do snu = obserwacja oddechu – Zamiast frustrować się, że Leoś nie chce zasnąć, traktuję bujanie wózka jako sesję medytacyjną. Czasem praktykowałam także z urządzeniem do biofeedbacku.
Spacery = medytacja w ruchu Podczas długich spacerów z wózkiem (szczególnie podczas kolki) słuchałam nauk Tary Brach czy Adyashanti. Czasem nie miałam siły na formalną medytację, ale mogłam chodzić i słuchać. To też jest praktyka.
3. Transformuj trudne momenty w praktykę współczucia
To była najważniejsza lekcja podczas kolki Leosia. Gdy płakał godzinami, a ja czułam się bezradna i wyczerpana, zaczęłam praktykować wysyłanie współczucia.
Trzymając go na rękach, w myślach mówiłam:
- Do niego: „Obyś był spokojny i wolny od bólu”
- Do siebie: „Obym była cierpliwa i spokojna”
- Do Sylwka: „Obyś miał siłę nas wspierać”
To nie była łatwa praktyka. Czasem łzy same płynęły mi po policzkach z bezsilności. Ale paradoksalnie, to była może najgłębsza praktyka współczucia, jaką kiedykolwiek wykonywałam. Uczyłam się być obecna w trudności, zamiast walczyć z nią lub uciekać.

4. Obniż swoje oczekiwania
Tu musisz być dla siebie bardzo wyrozumiały. Medytacja dla rodziców to nie jest ta sama praktyka, co przed dzieckiem. I to jest OK!
Przed Leosiem: 40-50 minut w ciszy. Teraz: kilka minut na krześle, bujając wózek.
I wiesz co? Obie praktyki są równie wartościowe. Ba, ta druga może być nawet cenniejsza, bo uczy nas medytować w prawdziwym życiu, nie w sterylnych warunkach.
Sylwek powiedział kiedyś: „Moja wcześniejsza rutyna medytacyjna się rozsypała. Ale teraz bardziej cenię praktykę 'w przerwach’ – kilka świadomych oddechów w chaosie dnia. To czasem prawdziwsza medytacja niż godzina w ciszy.”
5. Wykorzystaj żłobek, drzemki i wsparcie partnera
Gdy Leoś poszedł do żłobka w wieku 8 miesięcy, moja praktyka odżyła. Ale nawet wcześniej znajdowaliśmy sposoby:
Poranny układ z Sylwkiem: Leoś zasypiał około 8-9 po spacerze z tatą. Wtedy ja siadałam na krześle, bujałam wózek i medytowałam. To często była moja jedyna szansa tego dnia.
Wymiana wieczorna: Jeden z nas kładzie Leosia spać, drugi ma 20 minut dla siebie. Czasem to medytacja, czasem Metoda Wima Hofa, czasem po prostu leżenie w ciszy.
Wykorzystanie drzemek: Nawet 15-minutowa drzemka Leosia to szansa na praktykę. Nie na sprzątanie, nie na gotowanie – na medytację. Bo spokojny rodzic = spokojniejsze dziecko.

Moja praktyka w różnych fazach rodzicielstwa
Pierwsze 2 tygodnie – złoty okres
Noworodki dużo śpią! Paradoksalnie, miałam wtedy sporo czasu na medytację niż w ciąży. Skupiałam się głównie na regeneracji po porodzie i praktykowałam tyle, co przed porodem.
1-7 miesięcy – kolka i brak czasu
Najtrudniejszy okres. Praktyka skurczyła się do 10-15 minut dziennie, często w formie:
- Koherencji serca podczas karmienia
- Medytacji współczucia podczas płaczu
- Słuchania nauk podczas spacerów
8-11 miesięcy – powrót do rutyny
Żłobek zmienił wszystko! Teraz moja praktyka wygląda tak:
- 30 minut rano po odwiezieniu Leosia
- 20 minut wieczorem po jego zaśnięciu
- Wspólna praktyka z Sylwkiem (Metoda Wima Hofa lub koherencja serca) przed snem
Dlaczego warto – perspektywa 12 miesięcy później
Medytacja dla rodziców nauczyła mnie czegoś, czego nie nauczyłabym się w warunkach porannej ciszy – jak znaleźć spokój w chaosie, jak być obecną w trudności, jak transformować frustrację w współczucie.
Dzięki praktyce:
- Rzadziej „wybucham” z przemęczenia
- Mam więcej cierpliwości do Leosia
- Mam także więcej wyrozumiałości do siebie jako mamy
Rodzicielstwo to może najlepsza praktyka duchowa, jaką możesz dostać. Każdy płacz to lekcja cierpliwości. Każda nieprzespana noc to trening akceptacji. Każdy wybuch złości to szansa na współczucie dla siebie.
Twoje dziecko nie potrzebuje rodzica, który medytuje godzinę dziennie w pozycji lotosu. Potrzebuje rodzica, który potrafi znaleźć chwilę spokoju w szaleństwie dnia i z tego spokoju czerpać cierpliwość i miłość.
Praktyczne wskazówki na start
Jeśli zastanawiasz się, od czego zacząć medytację dla rodziców:
- Zacznij od 2 minut dziennie – serio, 2 minuty. Lepiej medytować 2 minuty codziennie niż 30 minut raz w tygodniu.
- Wybierz jedną technikę – polecam oddech 2:1 (wydech dwa razy dłuższy niż wdech) lub prostą obserwację oddechu. Przeczytaj więcej o technikach oddechowych na stres.
- Połącz z istniejącym nawykiem – medytuj podczas karmienia ALBO podczas pierwszej drzemki ALBO zaraz po położeniu dziecka spać.
Co dalej?
Medytacja dla rodziców to maraton, nie sprint. Niektóre dni będą lepsze, inne gorsze. Czasem jedyną praktyką będzie świadome oddychanie podczas przewijania. I to też się liczy!
Pamiętaj – dbanie o swoją praktykę to nie egoizm. To najlepsza inwestycja w relację z dzieckiem. Bo spokojny rodzic to spokojniejsze dziecko. A spokojniejsze dziecko to… no cóż, więcej czasu na medytację! 😊
A już niedługo na blogu pojawi się specjalna prowadzona medytacja dla rodziców – praktyka idealna na trudne rodzicielskie momenty. Zapisz się na newsletter, żeby nie przegapić!
Spokojnej praktyki (między pieluchami)! 💚
Ela



