Czy śmierć może być radosnym wydarzeniem? To pytanie kompletnie mnie zaskoczyło — bo mnie samej śmierć kojarzy się głównie ze strachem. A jednak Tybetańska Księga Umarłych dla początkujących przybliża buddyjską mądrość w sposób tak prosty i ciepły, że zaczęłam patrzeć na ten temat zupełnie inaczej.
Wiem, że sama myśl o sięganiu po książkę o śmierci może budzić opór. Mnie też kiedyś budziła. Próbowałam przeczytać pełną wersję Tybetańskiej Księgi Umarłych, ale czułam się przy niej trochę zagubiona — jakby ta mądrość była gdzieś daleko, poza moim zasięgiem. Ta książka jest zupełnie inna. Krótka, ciepła, napisana tak, jakby ktoś usiadł obok mnie i spokojnie, po ludzku opowiedział o czymś, czego wszyscy się przecież trochę boimy.

Dlaczego w ogóle warto rozmawiać o śmierci?
Nasza zachodnia kultura ma skłonność do ukrywania śmierci. Seniorzy często „znikają” w domach opieki, a sam temat bywa tabu — czymś, o czym się nie mówi, najlepiej do ostatniej chwili.
Buddyści podchodzą do tego odwrotnie. Myślą o śmierci często, a jej nieuchronność przewija się w różnych praktykach. Dzięki temu są z nią o wiele bardziej zaprzyjaźnieni niż większość z nas. Jak piszą autorzy — gdy nasze życie wypełnione jest radością i życzliwością, śmierć witamy z ufnością, a nie z lękiem.
W tej tradycji śmierć nie jest końcem. To przemiana, która może przynieść wyzwolenie.
Co tak naprawdę umiera, a co się odradza?
To było dla mnie jedno z najciekawszych pytań w całej książce. Okazuje się, że nasze poczucie „ja” — to ciągle zmieniające się odczucie tego, kim jesteśmy — nie jest żadnym stałym, konkretnym bytem. Odradza się natomiast świadomość, która niesie ze sobą nasze „ślady” karmiczne i zakorzenione nawyki.
I tu pojawia się praktyczny wniosek, który zostaje z człowiekiem na długo: jeśli nie potrafimy panować nad swoim umysłem na jawie, tym bardziej nie zapanujemy nad nim we śnie czy w bardo (stanie pomiędzy śmiercią a kolejnymi narodzinami). Innymi słowy — to, jak żyjemy teraz, przygotowuje nas na to, co przyjdzie później.
Dlatego tak ważne jest ćwiczenie umysłu: poprzez medytację, zgłębianie duchowych nauk czy modlitwę. A obok tego — praktyka współczucia, która zmniejsza nasze poczucie odrębnego „ja”. Bo, jak przypomina znana buddyjska myśl: jeśli chcesz, by inni byli szczęśliwi, praktykuj współczucie; jeśli sam chcesz być szczęśliwy — praktykuj współczucie.
Jak towarzyszyć bliskim w odchodzeniu
Ta część poruszyła mnie najbardziej. Książka zawiera bardzo konkretne, ludzkie porady o tym, jak wspierać kogoś w obliczu śmierci.
Najważniejsze okazuje się dać tej osobie przestrzeń do wyrażenia myśli i emocji. Czasem możemy zrobić dla niej coś prostego — przygotować ulubiony posiłek, obejrzeć razem miłe zdjęcia. Ważne jest, by zachować spokój, uważnie słuchać i po prostu być. Nawet w ciszy.
Pomocne bywa też to, co możemy powiedzieć: że dokonała w życiu wspaniałych rzeczy, że będziemy za nią tęsknić i zachowamy jej wspomnienia, że jej obecność będzie trwać poprzez innych. Są tu również konkretne praktyki, które mają pomóc umierającej osobie spokojnie przejść przez ten proces.
Czy warto przeczytać?
Zdecydowanie tak. To książka pięknie wydana, krótka, a jednocześnie bardzo głęboka i poruszająca. Jest jak esencja — wystarczy przeczytać kilka zdań, by od razu zauważyć to, co naprawdę ważne w życiu. Na pewno będę do niej często wracać.
Zostaje ze mną zwłaszcza jedna myśl autorów: życie i śmierć są przygodą — warto się przygotować i pozostać pozytywnie nastawionym.
A jeśli chcesz oswajać swój umysł na co dzień — tak, jak radzą autorzy — możesz zacząć od prostej medytacji oddechu albo praktyki wdzięczności, które pomagają dostrzec nietrwałość i piękno chwili.
Spokojnej praktyki! 💚 Ela



